Jestem częscią Natury tego swiata i ni jak nie potrafię sama poradzic sobie z tymi psującymi się wynalazkami XX wieku...Kiedy obok był mąż nie było problemu, lecz i Jemu należały sie wakacje po 28 latach razem i wszedzie tu i tam...No więc na całe 5 miesięcy zostałam sama jak Kevin w domu. Przez ten czas, siedząc w temperaturze 90F przed komputerem, szukałam po całym swiecie Przyjaciół..i dopiero przed samym powrotem starego..znalazłam jednego:)) No i sie wygadałam...cha cha cha...Niestety, Przyjaciel jest bardzo daleko i ani A/C nie może mi naprawić, ani koła w samochodzie wymienić, a tym bardziej wyprowadzić mnie na spacerek. No i tu leży pies pogrzebany....Całe szczescie, mąż juz wraca i tego psa na pewno odgrzebie i uratuje, tak jak to nie raz już uczynił...Nie takich cudów dokonywał. Jesli mi kto nie wierzy, niech zapyta naszego Proboszcza, który nigdy nikogo nie okłamał....
Fajnej,wesołej koleżanki,lub jakiegos Lwa,z kim bym poszła na grzyby,na ryby,na jakąs wystawę,degustacje win,na basen nad ocean,a może gdzies w swiat daleki...za siódme góry, za siódme rzeki...Pamietaj o załączeniu e maila na koniec wiadomosci, bym mogła odpisać.