Jaki jestem? Najtrudniejsze z prostych pytań... Kulturalny, elokwentny, spokojny, ceniący przyjaźń i szczerość.
Na pewno lojalny, inteligentny i zabawny, choć od tak dawna nie chodziłem na randki, że naprawdę trudno mi siebie wyobrazić w tej roli - błyskotliwie zabawiającego niewiastę romantyka ;)
Na pewno będę się starał łobuzersko mrugać okiem, do tego udawać wyluzowanego, ale musisz mi wybaczyć jeśli będę na początku popełniał błędy...
Co jeszcze? Mając w żyłach sporą domieszkę zagranicznej krwi (litewskiej, ukraińskiej i niemieckiej, a nie dam głowy czy jakiś czambulik tatarski po jednej z moich prababek się nie przewinął - bo gdy się uśmiecham tak dziwnie podnoszę kąciki ust i mam nieco zmrużone oczy ;) skupiam na pewno tylko najlepsze ich cechy: wschodnią kreatywność i niemiecką solidność ;)
I jeszcze jedna, ponoć bardzo ważna dla kobiety cecha - potrafię słuchać. Wręcz spijać słowa z warg kobiety ;)
Ale to już pewnie tylko plotka :)
Kobiety lubiącej czytać, rozmawiać, rozwijać się, zwiedzać, chcącej cały czas iść do przodu.
Ktoś kiedyś powiedział, że kobieta idealna to dama w towarzystwie, tygrys w sypialni i wie kiedy nic nie mówić w domu ;)
Ja wiem jedno - nieważne jaka Ona będzie.
Jeśli będziemy się kochać, szanować i potrafili o wszystkim rozmawiać, to damy radę całemu światu.
Nie wiem czy to dużo, ale wiem jedno - szukam kogoś z kogo obecności będę cieszył się tak samo w zatłoczonym pubie jak i na bezludnej wyspie. Z kim przebywanie będzie radością, rozstanie tęsknotą, a spotkanie szczęściem.
Czy dużo wymagam od losu?
Budzimy się pocałunkami ;)
Jemy w łóżku śniadanie.
Wychodzimy pozwiedzać zabytki sprzed kilkuset lat.
Jemy coś na mieście.
Spacerujemy rozmawiając o wszystkim i o niczym i jest nam tak dobrze, że przegapiamy nawet zachód słońca który mieliśmy oglądać objęci z kieliszkiem wina na plaży.
Powoli wracamy, spotykamy się z przyjaciółmi w pubie lub u kogoś z nas.
W inny z kolei wieczór oglądamy tylko razem jakiś lekki film albo idziemy do kina na coś efekciarskiego albo trudniejszego, by potem wracając i trzymając się za ręce spierać się do rana o ocenę tego co w nim było.
Albo leżąc czytamy, rzucamy się poduszkami (ja nawet dostaję starym kapciem ;) i chichoczemy do białego rana...