Codziennie na nowo ożywam nadzieją, że już dzisiaj, nareszcie przydarzy mi się to, co przydarzyło się Mistrzowi i Małgorzacie - że o to wyjdę z domu i spotkam swą ukochaną i że miłość napadnie na nas tak jak napada wyrastający z zaułku morderca i porazi nas od razu...
Codziennie wychodzę z domu żeby spotkać swoja Małgorzatę i wierzę, że spotkam ją i będziemy rozmawiać ze sobą tak jak byśmy się rozstali dopiero wczoraj, jak byśmy się znali od wielu lat i że ona mi powie, że musieliśmy się kochać od dawna, jeszcze się nie znając i że ona wyszła z bukietem kwiatów właśnie po to bym ją odnalazł...
Rano znów wychodzę na spotkanie mej nieznanej ukochanej. Jeszcze nie znam twarzy tej, na którą czekam, chociaż już ją kocham. Podobno nie sposób ujrzeć w myślach twarzy ukochanej osoby - pewnie dlatego nie wiem jaka ona będzie...